
Coraz częściej słyszy się o tym, że Polacy mało czytają. Wszystkie możliwe media grzmią o zatrważających wynikach czytelnictwa. Jednak o rządowych zamiarach przeznaczenia środków na jego rozwój można dowiedzieć się zaledwie z kilku portali społecznościowych, głównie poświęconych literaturze. W tym całym zamieszaniu wokół polityki, pijanych kierowców, kradzieży wózka i wszystkich innych rozdmuchanych i wałkowanych przez dobre kilka, kilkanaście dni tematach, nie poświęca się w ogóle uwagi przeróżnym akcjom czy konkursom literackim. Skoro tak wygląda „promowanie” czytelnictwa wśród nas, to nie dziwię się, że tyle ludzi nie sięga po książki. Założę się, że gdyby zapytano ich o to, z czym kojarzy im się książka, bez wahania odpowiedzieliby: „z lekturą szkolną”.
W dzisiejszych czasach mamy szeroki dostęp do literatury. Możemy do woli przebierać w gatunkach, rodzajach, wydawnictwach, autorach, tematykach, a nawet formatach. W każdej chwili możemy wybrać się do księgarni i buszować po niej w poszukiwaniu perełek, dopóki: a) obsługa nas nie wygoni, b) rodzice, z którymi wybraliśmy się na zakupy do centrum handlowego, nie zaczną patrzeć na nas morderczym wzrokiem, c) przejrzymy wszystkie możliwe regały i nie znajdziemy żadnej interesującej pozycji, co pewnie doprowadzi nas do histerycznego płaczu, albo śmiechu..., d) natkniemy się na kilka cudeniek i wyjdziemy stamtąd zadowoleni. Jest też opcja dla leniwych i oszczędnych - księgarnie internetowe. Każda okazja otrzymania prezentu, szczególnie Święta Bożego Narodzenia, skutkuje ubywaniem wolnego miejsca na półkach w zastraszającym tempie. Ani się nie obejrzymy, a już musimy ustawiać książki w drugim rządku.
Kiedy do tego dojdzie
mamy już tylko dwa wyjścia: możemy sprzedać/wymienić/oddać do
biblioteki pozycje, które nas już nie interesują lub zainwestować
w czytnik ebooków. Wszyscy dobrze wiemy, że długotrwałe
wpatrywanie się w ekran monitora naszego komputera czy laptopa jest
męczące dla naszych oczu, nie wspominając o tym, że siedzenie
przed nim bez oświetlenia jest nie tyle nie zdrowe, co po prostu
niekomfortowe. Czy da się czytać ebooki na smartfonie lub tablecie?
Pewnie, że się da. Pytanie tylko jak długo i w jakich warunkach.
Na pewno do trzech, czterech razy krócej, nie po ciemku i z
pewnością nie w pełnym słońcu, bo prawie nic się nie zobaczy.
Mówi się, że potrzeba matką wynalazków. Gdyby nie wypuszczenie w
2004 roku przez firmę Sony pierwszego czytnika z ekranem e-ink, a
dwa lata później Kindle'a Amazona, książki elektroniczne nie
cieszyłyby się takim powodzeniem jak dzisiaj. Możemy przebierać w
czytnikach do woli - wszystko zależy od kwoty jaką możemy
przeznaczyć na zakup i naszych upodobań.
Ebooki, jak zresztą
wszystko, mają wady i zalety. Zacznę w dobrym tonie, tak będzie
najlepiej. Z pewnością jest to opcja ułatwiająca życie
podróżującym, można je zabrać ze sobą w każdy zakątek świata
- miejsce w walizce zajmuje tylko czytnik, który waży tyle co nic.
Czytanie w pełnym słońcu, jak i w środku nocy, nigdy nie było
łatwiejsze. Kindle Paperwhite, lub inny czytnik z ekranem e-ink i
podświetleniem, w dłoń i do roboty (do czytania?)! Wszyscy wiedzą,
że książki nie należą do najtańszych produktów na świecie.
Ich elektroniczne wersje z reguły wychodzą nieco korzystniej, nie
wspominając o nieziemskich promocjach - wtedy po prostu nie można
im się oprzeć. Z drugiej strony, te ebooki trzeba na czymś czytać,
ale niestety czytniki nie są takie tanie, szczególnie
jeśli ktoś chce się zaopatrzyć w sprzęt, który przez długi czas
będzie mu służył, a nie padnie po roku użytkowania. Również,
to, że nie pachną i nie szeleszczą przy przewracaniu stron, dla
niektórych może być przeszkodą nie do pokonania.
